krytyczny hipopotam czyli hipokryta.

kazdy z nas jest krytycznym hopopotamem. nie ma co sie do cholery z tym spierac. kazdy wierzy w racje swoja a nie inna. nie umiemy przyzac sie do bledu nie umiemy rozmawiac nie umiemy sie nawet klocic. wymagamy szacunku i lojalnosci szczerosci milosci oddania zrozumienia od innych a sami z leniwym szyderstwem na ustach nie mamy najmniejszej ochoty “pokalać” sie poswieceniem. nie sluchamy nie doceniamy nie walczymy nie ustepujemy nie przyjmujemy krytyki. jesteśmy jak te kapusciane głąby ktore nie daja sie przekonac. i nikt nie wie czemu. co by sie stalo gdyby ktos powiedzial ” nooo ok. masz racje kurewsko sie pomylilem” wtedy jak manna z nieba spada ukojenie duszy ktora już nie jest jak wsciekly diabeł tasmanski z tych kraskowek tylko jest wyrozumiała i cierpliwa. po co zadajemy sobie ta okropna przykrosc. wypominamy, zarzucamy obrazamy. zeby udowodnic swoja racje? aby wsadzić komus do glowy swoje zdanie i zakrecic je w swiadomosci jak sloik z kiszonymi ogóreczkami? ile zyskujemy kosztem takiego kiszenia glowy. na pewno zyskujemy rozczarownaie druga osoba, jej zachowaniem i brakiem zrozumienia. ile tracimy? zaufanie.. cierpliwosc? a moze uczucia? nie widzimy belki choelrnej w swoim oku a u kogos wykalaczke zbaczymy.. 

ja juz zlozylam wypowiedzenie hipokryzji ktora tak wypielegnowalam w sobie mimo ze podoba sie jej mieszkanie w Panience Moniczce.

a Ty?

wyjebny na zbity pysk tego hioppotama ktory podnosi Nam cisnienie i psuje humory zwiazki i jedzenie.

mylę sie częściej niz mam racje ale nobody’s perfect co nie?